Księga
Wpisz
Zobacz

Linki
Śpiew duszy
Image
M4 (Part II)
I Am What I Am
Derezzed
Where You Are
Fragile Tension
Bells
Here Is The House
Firestarter
Fade To Grey
Strażnik snu
My Sanctuary
High Hopes
Illuminated
A Distance There Is
A Forest

Różności
Kruk
Ptaki

Bliskie
HP
RW

Śmieszne
Najdroższy :)
The Noob Comic
Japan is weird

Znajomi
Lav
Lina

Pogmeraj w sobie
Osobowość
9 types
Enneagram Institute
Enneagram polski
Enneagram PL


Było
2011
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad




Layout created by Asfina
For Asfina's Side
Photo from onePhoto





2011-12-06 18:21:59 >> ...

Padlina

Charles Baudelaire


Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,

W ten letni, tak piękny poranek:

U zakrętu leżała plugawa padlina

Na ścieżce żwirem zasianej.

 

Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,

Parując i siejąc trucizny,

Niedbała i cyniczna otwarła sekrety

Brzucha pełnego zgnilizny.

 

Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,

Jakby rozłożyć pragnęło

I oddać wielokrotnie potężnej Naturze

Złączone z nią niegdyś dzieło.

 

Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,

Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,

Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,

Żeś omal nie padła na trawy.

 

Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra

I z wnętrza larw czarne zastępy

Wypełzały ściekając zwolna jak ciecz gęsta

Na te rojące się strzępy.

 

Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,

Jak fala się wznosiło,

Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało

Samo się w sobie mnożyło.

 

Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym

Jak wiatr i woda bieżąca

Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym

W opałce obraca i wstrząsa.

 

Forma świata stawała się nierzeczywista

Jak szkic, co przestał nęcić

Na płótnie zapomnianym i który artysta

Kończy już tylko z pamięci.

 

A za skałami niespokojnie i z ostrożna

Pies śledził nas z błyskiem w oku

Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można

Wyszarpać ochłap z zewłoku.

 

A jednak upodobnisz się do tego błota,

Co tchem zaraźliwym zieje,

Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,

Pasjo moja i mój aniele!

 

Tak! Taką będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,

Po sakramentach ostatnich,

Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniową,

By gnić wśród kości bratnich.

 

Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko

Toczył w mogilnej ciemności,

Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską

Mojej zetlałej miłości!




skomentuj (0)




2011-11-28 21:44:26 >> Pies



Od pewnego czasu wkręciły mi się takie pieski. Shiba inu. Mały pies. Mały gabarytami, a ponoć wielki duchem.
Wiem, że psy są jak ludzie - każdy ma swój charakter, chociaż uogólnia się to na rasę, aby było łatwiej wybrać sobie pupilka. O shibach mówi się, że to mali samurajowie - niezależni indywidualiści, nie-przylepy, charakterne stworzonka. Niewiele większe od mojego obecnego psa, który waży osiem kilo, i przez którego dostaję ciężkiej zadyszki, gdy niosę go do i z lecznicy. Choć to już kwestia mej babcinej kondycji, o którą prawie w ogóle nie dbam... Lecz nie o tym.



Naoglądałam się kupy filmików z udziałem shiby. Shiba uśmiechająca się, shiba walcząca z kolegami o smakołyk, shiba chrapiąca, shiba z husky, shiba shiba shiba. W sobotę obejrzeliśmy z Mariuszem film z udziałem akity, opartą na faktach historię - nie polecam osobom, które łatwo się wzruszają. Ja ostatnio wzruszam się chyba zbyt łatwo. Nawet mi to nie przeszkadza, tylko się boję co będzie, gdy nie będzie mi wypadało uronić łzy...



Może do czasu, gdy zakupię swego pupila, albo zakupimy swojego pupila, zdecyduję, że jednak ta rasa to nie to, i potrzebuję słodkiej, przytulaśnej mordy do tarmoszenia. W taki sposób wyląduję ze spanielem, albo kluskowatym retrieverem... Póki co nie widzi mi się to. Jedno wiem na pewno. Starcie z pieskami w rzeczywistości może to wszystko zweryfikować.





skomentuj (0)




2011-09-06 17:49:06 >> ***

Im dalej od minionego weekendu, tym trudniej jest mi się zabrać za napisanie notki na jego temat.

Ku mojemu zaskoczeniu, minął w naprawdę miłej atmosferze. Zaskoczeń było zresztą kilka i nie tylko moich.
Złapałam potem ze cztery godziny snu do ósmej rano, bo bardzo poważnie potraktowałam słowa, że kontynuujemy o jedenastej... No i zupełnie się nie wyspałam... Po powrocie do domu ciotki, jakoś późnym popołudniem, padliśmy martwi na łóżko. Jak się obudziłam wieczorem, to pozostała część rodziny kimała już w najlepsze. A powrót następnego dnia? Szybszy niż dojazd, i podrzucono mnie pod sam dom.

Zastanawiam się, ile jeszcze razy życie mnie zaskoczy. I ja siebie samą, tak pozytywnie.



skomentuj (0)